słońce wyjrzało
cudowny pocałunek
przymykasz oczy
nie ma słowika
na złamanej gałęzi
skowronek śpiewa
zlodzona Wisła
smakujesz łzami a ja
ciągle tu wracam
są Penelopy
ale gdy więdną kwiaty
koniec miłości
ptaki odlecą
gdy tak daleko do wiem
telefon milczy
wschód słońca
moje okno
moje życie
poranna kąpiel
moje oczy nie widzą
twoich uniesień
przez oono widać
jak idziesz w inną stronę
zegar zatrzymany
słyszę płacz dziecka
tyle otwartych okien
na tej ulicy
szatańskie lustro
zabija smak orzeszków
kolejne piwo
uzależnienie
rozstrojone pianino
kaleczy myśli
po błyskawicy
nic nowego o Bogu
nie bedę wiedział
jeszcze tyś moja
pianino gra muzykę
zapamiętaną
Czy tam nie ma nic?
odwieczne pytanie
kiedy spada liść
posiwieliśmy
musimy się oderwać
nawet od matki
patrzeć na ogień
narodziny, życie i śmierć
trzy płomienie
patrzę ci w oczy
kiedys mnie już nie będzie
to zapamiętam
posłuszeństwo
nad głowami wielki wóz
także tej nocy
kłamstwo po kłamstwie
pocałunek Judasza
na pożegnanie
miłość odeszła
czarną kredką rysujesz
nawet wschód słońca
stoję nad ścianą
zapominasz o mnie
w szalonym tańcu
poprawiasz włosy
jestem po drugiej stronie
twojego lustra
w samotności
marzenia magnesami
najsilniejszymi
oczarowanie
dwa razy dłuższą
każda sekunda
rozpadał się deszcz
czy cię jeszcze zobaczę
proste pytanie
oczekiwanie
papierosy w kałuży
bezczelnie gasną
patrzysz na niego
jakby w koszmarnym snie
nie wiem gdzie jestem
podeptany kwiat
boję się, że umrzesz Ty
nie swojej śmierci